Porsche 924 – historia modelu, który wyprzedził swoje czasy
Porsche 924 przez lata miało łatkę „tego tańszego Porsche”. Dziś widać, że to była bardzo krzywdząca opinia. Ten model pokazał marce nowy kierunek: silnik z przodu, chłodzenie cieczą, świetny balans i karoserię, która wyglądała nowocześnie nawet po latach. To nie było Porsche dla purystów tylko dla ludzi, którzy patrzyli w przyszłość.
Porsche, które miało być Volkswagenem – czy na pewno?
Największa ciekawostka? 924 nie narodziło się jako pełnoprawne Porsche. Projekt powstał pierwotnie dla Volkswagena. Miał być sportowym autem nowej generacji, praktyczniejszym i tańszym w produkcji.
Potem sytuacja się zmieniła. Volkswagen wycofał się z projektu, a Porsche odkupiło prawa. Tak samochód, który miał nosić inne logo, stał się modelem otwierającym zupełnie nowy rozdział w historii marki. To tłumaczy, dlaczego 924 było inne. Miało mniej „911” w wyglądzie i więcej rozsądku w konstrukcji. Ale właśnie w tym tkwił jego urok.
Silnik z przodu? Dla fanów 911 to był szok!
W latach 70. Porsche kojarzyło się z silnikiem za tylną osią. 924 złamało tę zasadę. Miało silnik z przodu i skrzynię biegów przy tylnej osi. Ten układ nazywa się transaxle. Brzmi technicznie, ale sens jest prosty. Masa była lepiej rozłożona między przodem i tyłem. Auto nie miało być brutalne. Miało być lekkie, równe i przyjemne w prowadzeniu.
Dziś taki pomysł brzmi normalnie. Wtedy był odważny. Szczególnie dla marki, która budowała legendę na tylnosilnikowym 911.
Nie kupowało się go dla krzyku. Kupowało się go dla stylu!
Porsche 924 miało czystą, niską sylwetkę. Długa maska, chowane reflektory, duża tylna szyba i prosta linia boczna dawały efekt auta z katalogu przyszłości.
To nie był samochód, który prężył muskularne błotniki. On robił wrażenie inaczej, bo był lekki wizualnie. Miał styl gran turismo w bardziej miejskim wydaniu. Dziś dobrze wygląda pod kawiarnią, w garażu kolekcjonera i na krętej drodze. Ma klimat lat 70., ale nie wygląda jak muzealny eksponat.
Audi w genach, Porsche w technikaliach
Pod maską pierwszych wersji pracował dwulitrowy silnik wywodzący się z Audi 100. Porsche go dopracowało i połączyło z własnym pomysłem na prowadzenie. To był ważny detal. Sam silnik nie robił z auta legendy. Legendę robiło ustawienie całego pakietu:
- silnik z przodu;
- skrzynia i dyferencjał z tyłu;
- niska masa;
- praktyczne wnętrze 2+2;
- duża klapa bagażnika;
- prowadzenie lepsze, niż sugerowała moc.
924 wygrywało po pierwszych kilometrach z konkurencją. To istotne cechy, które dziś powodują, że miłośnicy zabytkowej motoryzacji wręcz biją się o to, aby kupić do swojej kolekcji dobrze utrzymaną wersję Porsche 924. Jeśli serwisujesz takie auto, możesz zamówić części w sklepie Garbus na https://garbus.pl/pl/c/Porsche-924928944/4820. To dobry wybór, gdy chcesz utrzymać tego klasyka w perfekcyjnym stanie i cieszyć się bezproblemową eksploatacją przez lata.
Turbo, Carrera GT i moment, w którym żarty się skończyły
Kto uważa, że 924 było tylko spokojnym autem dla początkujących, powinien spojrzeć na wersję Turbo. Porsche dodało do modelu więcej charakteru i mocniej zaznaczyło jego sportowy potencjał.
Jeszcze ciekawsza była Carrera GT. To już nie był grzeczny klin z chowanymi lampami. To była homologacyjna maszyna z poszerzeniami, większą turbiną i wyglądem, który zapowiadał 944.
Carrera GT pokazała, że platforma 924 ma duży zapas. Z auta często lekceważonego powstała baza pod bardzo poważny projekt sportowy.
924 S, czyli mały reset reputacji
W 1986 roku pojawiło się Porsche 924 S. To ważny rocznik. Auto dostało 2,5-litrowy silnik z rodziny 944, czyli jednostkę mocniej kojarzoną z Porsche. Dla wielu osób to dziś najciekawsza wersja do jazdy. Wygląda nadal lekko i klasycznie, ale ma lepsze osiągi. Nie jest tak napompowane wizualnie jak 944. Ma bardziej subtelny styl. To trochę jak dobre, proste sneakersy z lat 80. Nie krzyczą. Ale osoba, która zna temat, od razu wie, na co patrzy.

